Porozmawiajmy!
Znajomy emeryt
-nazwijmy go Kowalski -wpadł do mnie na herbatkę, bo mocniejszych napojów już od
paru lat nie używamy.
-Zazdroszczę ci- zaczął podstępnie- bo od paru lat udało ci
się czymś zająć, a ja , popatrz -po latach aktywności zawodowej nudzę się jak
poseł w Sejmie. Twój blog osiągnął niebywałe powodzenie, a nawet ostatnio wydali
ci książkę! To chyba przyjemnie mieć świadomość, że zdobyłeś aż tak wielu
czytelników- kadził mi, a ja zastanawiałem się , do czego zmierza.
-Powiedz mi, czy i ja mógłbym spróbować- spytał nieśmiało-
przecież wiesz, że miałbym o czym pisać, choć , broń Boże, nie o polityce, bo ta
mnie nie obchodzi . Ale może jakieś inne tematy zaciekawią internautów, bo
przecież nie tylko aferami i walką partyjnych przywódców żyją ludzie! No i może
uda mi się nawiązać jakieś interesujące kontakty? - oczekiwał ode mnie
praktycznych porad.
Udzieliłem mu wskazówek, jak założyć konto, jak się logować i
jak przygotować się na korespondencję z komentatorami. Tu jednak ukryłem przed
nim konsekwencje działalności literackiej. Rozstaliśmy się,a on pełen zapału
obiecał zabrać się do pracy.
Po kilku dniach zadzwonił, że dokonał pierwszego wpisu na
„swoim”, jak dumnie podkreślił blogu, który skromnie nazwał ”Rozważania o
życiu”. Przeczytałem. Pisał o swej młodości, już tak bardzo odległej, o
szkolnych kolegach i pierwszej miłości. Nawet nieźle. Pod wpisem ukazał się
tylko jeden komentarz:” Tusk jest zdrajcą” i podpis- anonimus.
Parę dni później znowu nowy elaboracik- „Podróże po Europie”.
Opis jego wypraw w czasach, gdy zdobycie paszportu było nieco utrudnione. I
znowu anonimus:” POpaprańcy okradli Polskę”, ale zaraz potem komentarz oburzonej
czytelniczki: „Chamstwo giermków Kaczyńskiego i tu dotarło”. Kiedy nazajutrz
wszedłem na jego stronę- roiło się tam już od wzajemnych wyzwisk, kompletnie nie
związanych z tematem.
Następna jego opowieść dotyczyła również podróży, nieco
bliższej, bo nad rzekę -na ryby. To było jego hobby- mógł godzinami opowiadać o
swych wędkarskich zmaganiach z taaaaką rybą, która z biegiem lat stale mu rosła.
A pod wpisem komentarze o tym, że w Smoleńsku był zamach przygotowany przez
Tuska w zmowie z Putinem, o szajbie Macierewicza, o agencie Tomku i złodziejach
z rządu, o premierze Glińskim i sowieckim kondominium, o GMO i truciu narodu, o
patriotach i zaprzańcach : o wszystkim, tylko nie o rybach.
Nie zdziwiłem się, gdy ponownie umówił się ze mną na
spotkanie.
-Dlaczego mnie nie ostrzegłeś przed takimi konsekwencjami
internetowej pisaniny- zaczął od progu. -Czy w naszym kraju naprawdę nie można
normalnie rozmawiać? Jak sobie z takim zalewem zbydlęcenia poradzić- biadolił.
Cóż mu miałem powiedzieć. Że nawet wyrzucanie głupich
komentarzy nic nie da, bo i tak zaraz będą wrzeszczeć o cenzurze i braku
wolności słowa, że obrzucanie się błotem to specyfika internetowych „dialogów” i
nie warto się tym nie przejmować, tylko pisać swoje, a najlepiej w myśl
staropolskiego przysłowia :” Jeśli wlazłeś między wrony, musisz krakać jak i
one”. Albo przestać pisać.
Wyłuszczyłem mu ten pogląd w krótkich, żołnierskich słowach,
pokiwał głową ze zrozumieniem i wyszedł. Po kilku dniach przeczytałem na jego
blogu: „ W kolejną rocznicę ogłoszenia stanu wojennego prezes Kaczyński
postanowił zorganizować marsz tych, którzy wtedy siedzieli cicho jak mysz pod
miotłą. Nic więc dziwnego, że stanie na jego czele”.
Panie Kowalski! Witam w klubie!
a.kopff@wp.pl
czytaj także
www.1944kopff.bloog.pl